Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„– Ludzie często głosują na osoby, na które już wcześniej głosowali i mają do nich zaufanie. A poza tym na ludzi ze swojej okolicy – wskazuje politolog Paweł Kubala.

Paweł Kubala podkreśla, że zwiększa się odsetek osób mających sprofilowane preferencje wyborcze. – Mówi się o elektoracie twardym i o niepewnym. Grupa osób niezdecydowanych, nawet jeżeli nie najbardziej liczna, jest o tyle istotna, że decyduje o wyniku wyborów.

Jednak trzon wyborców stanowi twardy elektorat, który raczej trudno przekonać. Jeżeli ktoś głosuje na PO, to ewentualnie może zmienić preferencję na podobną formację jak Nowoczesna, ale raczej nie zagłosuje na PiS czy Konfederację.

Kiedy lista jest bez znanych nazwisk, wtedy przekłada się to na słabszy wynik danej formacji. Ale są i przypadki odwrotne. Jeśli jakaś osoba odeszła z dużej partii i startuje samodzielnie, to niekoniecznie znane nazwisko przekłada się na jej wynik wyborczy. Szyldy partyjne nadal mają duże znaczenie. Nie wyłączne, ponieważ marketing bezpośredni poszczególnych kandydatów ma duży wpływ na wynik wyborów – dodaje.

Politycy mocno zachęcali w tej kampanii wyborczej do powszechnego udziału, mówiąc, że należy iść na głosowanie, ponieważ w przypadku zwycięstwa przeciwników staną się wręcz straszne rzeczy – mówi Kubala.

– W ostatnich latach można było dostrzec około dziesięciu do kilkunastu procent takiego elektoratu, przez niektórych nazywanego antysystemowym. Oddawali oni głosy na środowisko, które można nazwać partią protestu, w akcie sprzeciwu ogólnie wobec polityki czy pozostałych formacji. Taka partia dobry wynik notowała najczęściej tylko w jednych wyborach. Tym razem trudno było wyróżnić komitet, który mógłby odegrać taką rolę – wskazuje Kubala.”

Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„– Wydaje się, że jeden głos może niczego nie zmienić, ale wraz z innymi tworzy realną moc. Nieraz zdarzało się, że niewielka liczba głosów miała istotny wpływ na głosowanie w wyborach lub w parlamencie – mówi „Naszemu Dziennikowi” politolog Paweł Kubala. – Słychać czasami takie głosy, że nie ma na kogo głosować i należy bojkotować wybory. Jednak wybory odbędą się nawet i bez naszego udziału i ktoś zostanie w nich wybrany – dodaje.

Paweł Kubala wskazuje na uwarunkowania metody przeliczania głosów na ilość mandatów, która obowiązuje w Polsce. Otóż istotną rolę odgrywa liczba głosów oddanych w danym okręgu wyborczym, gdzie niejednokrotnie kilkadziesiąt głosów decyduje o tym, czy dane ugrupowanie będzie miało więcej mandatów.

– Poza tym w systemie d’Honta ilość mandatów oblicza się w oparciu o wyniki uzyskane w okręgach wyborczych. W zależności od liczby głosów, jakie zdobyły w nich poszczególne komitety, tak uzyskują mandaty. Jeżeli chodzi o poszczególne okręgi, to praktycznie co wybory zdarza się, że dany komitet przekroczył niewielką liczbą głosów wymagany współczynnik i mógł zdobyć w ten sposób kolejny mandat. Z drugiej strony też, że inny komitet nie zdobył kolejnego lub w ogóle mandatu, ponieważ zabrakło kilkudziesięciu głosów. Każdy głos jest ważny, ponieważ trudno przewidzieć, czy dany komitet akurat w tym okręgu zdobędzie wymaganą ilość głosów koniecznych do uzyskania mandatu – podkreśla Kubala.

Politolodzy zauważają, że po upadku komunizmu w różnego rodzaju wyborach frekwencja utrzymywała się na niskim poziomie. Dopiero ostatnio pojawiły się nadzieje na wzrost aktywności wyborczej Polaków.

– Kwestia niskiej frekwencji w wyborach w Polsce, w porównaniu z zachodnimi demokracjami, może być efektem tego, że tamtejsze społeczeństwo ma dłuższe, nieprzerwane doświadczenia z demokracją. W Polsce mieliśmy niestety okres zaborów, potem okupacji i PRL, a i w okresie międzywojennym po zamachu majowym panował system autorytarny. Podczas ostatnich wyborów do PE odnotowano dużą frekwencję. Nie wiadomo, czy będzie to stała tendencja, ale wydaje się, że ta frekwencja wyborcza, ta aktywność wyborców może się zwiększać – ocenia Kubala.”

Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„Politolog Paweł Kubala przypomina, że poważnym problemem we Francji jest cenzura treści pro-life. Obecny projekt wpisuje się w te tendencje. – Można się zastanawiać, czy francuskim władzom nie chodzi o to, żeby krok po kroku zakazać bycia katolikiem w ogóle – stwierdza.

W czasach wojny ideologicznej, która toczy się także na terenie Polski – w ocenie Pawła Kubali – nasz kraj musi być szczególnie wyczulony na wszelkie nowe idee odnoszące się do sfery płciowości. – W pewnej dłuższej perspektywie czasowej Polska może dogonić Zachód niestety także w aspekcie upadku moralnego. Będzie to możliwe, jeśli nie zadbamy o właściwe moralne wychowanie nowych pokoleń, o jasne i twarde stanie przy zasadach etyki katolickiej. Słyszymy w Polsce od niektórych polityków, że trzeba odłożyć na później, albo w ogóle, wykonanie nakazów dobra wspólnego, żeby nie rozgniewać zmanipulowanych przez lewicowe ideologie grup. Nakazów takich, jak m.in: prawo do życia, wypowiedzenie genderowej konwencji stambulskiej czy uchylenie ustawy o in vitro. To wszystko idzie powoli, małymi kroczkami, ale może właśnie dlatego skutecznie w stronę tego, co obserwujemy we Francji – podkreśla politolog.”

Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„Z kolei Paweł Kubala, politolog, wyjaśnia, że dla liderów partii politycznych ochrona życia poczętego to niewygodny temat. – Już na początku lat 90. byli politycy, którzy postulowali, żeby nie zajmować się w danym momencie ochroną życia, że najpierw trzeba procedować tematy gospodarcze i inne, rzekomo ważniejsze od tego podstawowego z praw człowieka. Choćby w 1991 r. posłowie Unii Demokratycznej złożyli projekt uchwały Sejmu, który odkładał dyskusję na temat ochrony życia. W jego wyniku posłowie wrócili do tej sprawy dopiero w roku kolejnym – przypomina Kubala. Jak podkreśla, gdy w 1993 r. parlament uchwalał ustawę zawierającą tzw. kompromis aborcyjny, nie miała ona jednoznacznego poparcia społecznego. Z czasem społeczeństwo stawało się coraz bardziej pro-life. – Rolą polityków jest walczyć o poparcie dla potrzebnych z uwagi na dobro wspólne rozwiązań. Samo prawo też ma wartość wychowawczą, co się i w tym przypadku potwierdziło, bo obecnie społeczeństwo w większości popiera ochronę życia – stwierdza politolog.(…)

Podobnie sprawę ocenia Paweł Kubala. Według niego, obecne partie opozycyjne nie uszanują nawet obecnego stanu prawnego, dlatego Prawo i Sprawiedliwość powinno podjąć działania, które zagwarantują szacunek dla życia ludzi. – Chowanie głowy w piasek nie zwiększy poparcia dla reformy tych przepisów. Tutaj potrzebne byłoby jednoznaczne, jasne stanowisko polityków, że ochrona życia to nasza powinność, potrzebne byłoby też wzmocnienie propozycji ustawowych przez kampanie społeczne – akcentuje Paweł Kubala.”

Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską 31 października 2019 r. Wcześniej premier Johnson deklarował, że termin ten jest ostateczny i że wyprowadzi swój kraj z UE z umową lub bez niej. Przyjęta przez parlament ustawa mocno komplikuje mu to zadanie. Jeżeli do 19 października parlament nie zaakceptuje jakiejkolwiek umowy między Londynem a Brukselą w sprawie brexitu, premier Wielkiej Brytanii jest zobligowany do poproszenia Brukseli o przesunięcie terminu opuszczenia struktur UE. – Niewątpliwie pozycja negocjacyjna premiera Johnsona została przez brytyjski parlament podkopana. Wielka Brytania nie może już straszyć UE, że w razie niepowodzenia negocjacji dojdzie do tzw. twardego brexitu. Za to liderzy Unii mogą próbować wykorzystać słabnącą pozycję Johnsona w jego kraju czy ryzyko rozwiązania parlamentu. Niejednokrotnie w historii bywało, że niepokoje, chaos wewnętrzny danego kraju wykorzystywali jego przeciwnicy czy konkurenci, aby ugrać coś dla siebie – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” politolog Paweł Kubala.(…)

– Obecnie mamy do czynienia z jednym z największych, o ile nie największym rozłamem w Partii Konserwatywnej. Rozwiązanie tego kryzysu przy obecnym składzie brytyjskiego parlamentu wydaje się co najmniej bardzo trudne. To wszystko jest na rękę lewicowo-liberalnym elitom UE, które w przypadku chęci opuszczenia Wspólnoty przez jakiś inny kraj będą mogli wskazywać na chaos w Wielkiej Brytanii – akcentuje Paweł Kubala. – Są duże szanse na rozwiązanie parlamentu, ale dość prawdopodobne jest też to, że przeciwnicy tzw. twardego brexitu będą to blokować, aby korzystając ze słabości rządu, wpływać na negocjacje z UE. Słabość wewnętrzna nigdy jednak nie działała na korzyść danego kraju – dodaje nasz rozmówca.”

Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„Platforma Obywatelska zrezygnowała także z bojkotu Telewizji Polskiej. Rezygnacja z bojkotu publicznego nadawcy nie jest zaskoczeniem dla politologa Pawła Kubali. – Moment zakończenia czy formalnie zawieszenia bojkotu TVP jest nieprzypadkowy. Kampania wyborcza zaczęła się na dobre, a każdy występ w mediach to dla polityka określone profity wyborcze – zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Paweł Kubala. Wyjaśnia przy tym, że w Polsce nie ma rozwiniętej sieci prywatnych telewizji o zasięgu regionalnym, więc dla lokalnych polityków oddziały terenowe TVP to często jedyne okazje na występ w telewizji. – Dodatkowo część widzów ogląda tylko stacje dostępne naziemnie, a więc brak przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej w TVP Info oznaczał, że wyborcy nie będą oglądać ich wcale – akcentuje ekspert.(…)

W trwałość Koalicji Polskiej nie wierzy Paweł Kubala. Zwraca uwagę, że Paweł Kukiz wdał się w grę polityczną, której nie wygra. – Już po kilku tygodniach widać, że mimo zapewnień liderów PSL nie traktuje działaczy Kukiz’15 do końca po partnersku. Z niektórych regionów dochodzą informacje, że działacze PSL nie pozwolili przedstawicielom Kukiz’15 na start z ich list. Mieliśmy do czynienia z rozmaitymi odejściami – stwierdza politolog. – Czy ten alians nie skończy się jak połączenie odrodzonego po 1989 roku PSL z ZSL? Czy Paweł Kukiz szybko odejdzie z tego sojuszu, jak niegdyś wypchnięty został z PSL Roman Bartoszcze? Można mieć takie obawy, bo z pewnością politycy PSL są bardziej doświadczonymi politycznymi wyjadaczami niż politycy Kukiz’15 – dodaje nasz rozmówca.”

Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„– Można powiedzieć, że nastąpiło tutaj brutalne zderzenie z rzeczywistością. Pokazuje to priorytety prezydenta Trumpa. W Stanach Zjednoczonych zbliżają się wybory prezydenckie i skupił się na sprawach wewnętrznych – mówi nam politolog Paweł Kubala.

– Kwestia do zastanowienia, na ile ważnym partnerem dla USA jest Polska – niezależnie od tego, jak ta kwestia jest w naszym kraju przedstawiana. Dla prezydenta USA istotniejsza od naszego kraju jest jego reelekcja. Floryda to jeden z tzw. swing states. Stany te głosujące raz na kandydata Demokratów, raz na Republikanów decydują o wynikach wyborów prezydenckich. Kampania prezydencka często się ogniskuje na takich stanach – wskazuje.

– Zakładając, że ta zmiana planów nie ma jakiegoś drugiego dna, którego na razie wydaje się, że nie widać, to te porozumienia są niezagrożone. Wiceprezydent Pence powinien się bardzo dobrze kojarzyć środowiskom prawicowym. To bardzo konserwatywny polityk. Często występuje na marszach pro-life – mówi Kubala.”

Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„Jak wskazują eksperci, nierealizowanie przedwyborczych obietnic to już standard w polityce. – Przy okazji wieloletnich rządów Platformy Obywatelskiej w Warszawie krążyły nawet anegdoty związane z ich wyborczymi obietnicami. Dotyczyło to m.in. liczby mostów czy długości metra. Planów nie realizowano, a potem w kolejnych kampaniach obiecywano to samo – podkreśla politolog Paweł Kubala.

Dziś prezydent Trzaskowski umożliwia mieszkańcom stolicy zrelaksowanie się. Chociaż taki relaks musi kosztować. – To jest w ogóle kuriozalna sprawa. Nie dość, że takie strefy cieszą się raczej niewielkim zainteresowaniem, to jeszcze niosą za sobą wysokie koszty, które nie będą w długofalowej perspektywie spożytkowane. Co innego, gdyby to były obszary służące przez długie lata warszawiakom, a nie mające zostać zlikwidowane w ciągu miesiąca czy nawet kilku. To miałoby sens – zauważa nasz rozmówca. Tym bardziej, że w Warszawie pieniądze są potrzebne na realizację dużo bardziej pożytecznych projektów.

Rafał Trzaskowski jest aktywny na gruncie ideologicznym, podpisał deklarację LGBT. I tu nikt nie może mu zarzucić, że zawiódł swoich wyborców. – Jednoznacznie opowiada się po stronie ideologicznej lewicy. Wydawałoby się, że prezydent Warszawy powinien być prezydentem wszystkich warszawiaków, a nie tylko środowisk LGBT czy osób wyznających ideologie lewicowe – stwierdza Kubala.”