Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„– Pamiętajmy, że polskie rolnictwo przez lata nie mogło się rozwijać tak jak to na zachodzie Europy, łagodnie ujmując, bo nasi niby-koalicjanci na konferencji jałtańskiej wepchnęli nas w ręce komunistów. Dopłaty dla rolników traktuję więc jako element dziejowej sprawiedliwości, choć powinny być przynajmniej równe, a najlepiej wyższe niż te dla rolników zachodnioeuropejskich – abyśmy mogli nadrobić zaległości powstałe w okresie PRL. Korzystajmy z nich, nam to się po prostu należy – zaznacza Paweł Kubala, członek Rady Naczelnej Prawicy Rzeczypospolitej.

(…)

– Wybory do Parlamentu Europejskiego nigdy nie cieszyły się wysoką frekwencją. A szkoda, bo w Brukseli i Strasburgu potrzebujemy osób, które będą lobbowały za polskim interesem. Polskim, a nie partykularnym interesem partyjnym. Warto choćby, żeby głośno powtarzać na forum Parlamentu Europejskiego, iż nakazem sprawiedliwości jest, aby polscy rolnicy otrzymywali co najmniej równe, a najlepiej wyższe dopłaty od rolników zachodnioeuropejskich – wyjaśnia Paweł Kubala.”

Puste słowa (w tym wypadku autorstwa Antoniego Macierewicza) nie ochronią życia, nawet gdyby były najpiękniejsze. Jeżeli ktoś chce pracować słowem, a nie czynem, to powinien zostać aktorem, dziennikarzem, czy piosenkarzem, ale od polityki trzymać się z daleka.

Piszę o tym w moim artykule na łamach portalu PolskaNiepodlegla.pl

Przeczytaj tekst!

Wypowiedź dla „Naszego Dziennika”:

„Krytycznie do pomysłu prezydenta odniósł się politolog Paweł Kubala z Prawicy Rzeczypospolitej. W jego ocenie, ten postulat nawiązuje do konstytucji PRL z 1976 r. i zapisanego w niej sojuszu ze Związkiem Sowieckim. – Członkostwo w organizacjach międzynarodowych jest przedmiotem polityki państwa, a nie zapisów konstytucyjnych. Ma prowadzić do wzmacniania suwerenności i poszerzania możliwości realizacji interesu narodowego, a nie stwarzać konstytucyjne ograniczenia w prowadzeniu polityki państwowej. Trudno znaleźć podobne zapisy w konstytucjach innych krajów. Był taki w konstytucji PRL. Kuriozalne byłoby odwoływać się do tych niechlubnych czasów – powiedział „Naszemu Dziennikowi” Paweł Kubala.”

ROZMOWA / z Pawłem Kubalą, politologiem, członkiem Rady Naczelnej Prawicy Rzeczypospolitej

Fidesz – partia Viktora Orbána – jest zawieszony w prawach Europejskiej Partii Ludowej. Jest Pan zaskoczony takim rozwiązaniem?

– Drogi EPL i Fideszu od jakiegoś czasu jakby się rozchodziły. Unijna „chadecja” coraz mocniej odchodzi od swoich korzeni. Partiom takim jak ta kierowana przez premiera Węgier jest coraz trudniej znaleźć wspólny język z zachodnioeuropejskimi partnerami. Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że Parlament Europejski przyszłej kadencji będzie bardziej prawicowy niż obecny. Co to może oznaczać? Że jesteśmy świadkami wstępnego formułowania się nowych frakcji w Parlamencie Europejskim. Te dotychczasowe – jak chociażby wspomniana EPL – muszą liczyć się z osłabieniami.

EPL nie spodobała się m.in. kampania Węgier na temat Jeana-Claude’a Junckera i George’a Sorosa.

– EPL powinna raczej bronić swoich węgierskich koalicjantów, a nie wspierać wymierzone w nich ataki. To jest jedna z przesłanek, przez które uważam, że w przyszłej kadencji Parlamentu Europejskiego takie frakcje jak Europejska Partia Ludowa będą słabsze niż dotychczas.

Co Fidesz robi w jednej frakcji z takimi partiami jak CDU kanclerz Angeli Merkel czy Platforma Obywatelska?

– Swego czasu były pomysły, żeby dołączyło do nich Prawo i Sprawiedliwość. Frakcje w Parlamencie Europejskim to niekoniecznie wspólnoty idei, ale bardziej wypadkowe interesów określonych partii. Fidesz kalkulował, tak jak i swego czasu PiS, który ostatecznie nie zdecydował się na taki krok. Orbán zakładał, że obecność w dużej, centrowej frakcji może minimalizować ryzyko ataków na Węgry. Jak jest, każdy widzi.

Jaki jest sens podejmowania takich działań jak zawieszenie członkostwa na krótko przed wyborami do Parlamentu Europejskiego?

– Próby wyrzucenia Fideszu z EPL były podejmowane już wcześniej. To kontynuacja tych działań. Moim zdaniem niezależnie od czasu próby te nie mają najmniejszego sensu. Zachodnioeuropejscy partnerzy jakby nie mogli zrozumieć, że Europa Środkowa i Wschodnia jest w Unii Europejskiej z nimi, a nie jest ich poddanymi. Ataki na partie takie jak Fidesz są de facto rozbijaniem jedności europejskiej. Nie dziwi mnie natomiast, że Fidesz jest już zmęczony tą coraz trudniejszą współpracą w ramach EPL. W obliczu podejmowanych prób formowania nowych frakcji na prawo od EPL partia Orbána może poważnie rozważać dołączenie do którejś z tych nowych inicjatyw.

Finalne opuszczenie EPL przez Fidesz jest realne?

– Moim zdaniem do rozważenia pozostaje, czy stanie się to jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, czy już po nich, po sformowaniu się jakiejś nowej frakcji na prawo od EPL. Czas pokaże. W polityce różne zaskakujące rzeczy się zdarzały, dlatego dopuszczałbym także możliwość, że Fidesz jednak pozostanie w EPL. Ale gdyby się tak stało, to rozpatrywałbym to w kategoriach dużej niespodzianki.

Czy ten spór przysporzy Orbánowi dodatkowych zwolenników?

– Z pewnością tak się stanie. Tym bardziej jeżeli władze Unii będą kontynuowały swoją dotychczasową politykę. To niezrozumiałe, że państwa Europy Środkowej i Wschodniej są traktowane tak, jakby były krajami drugiej kategorii. Orbán w zasadzie nie ma wyboru, jest pod ścianą. Gdyby nie był w opozycji do obecnych władz Unii Europejskiej, to pozostałoby mu płynąć z nurtem lewicowo-liberalnym. Przykład tego mieliśmy do 2015 roku w Polsce. Z tym nurtem płynął rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Trzeciej opcji dla Orbána nie widzę.

Takie dyscyplinowanie liderów poszczególnych partii działających w ramach Parlamentu Europejskiego przed wyborami do PE może być częstym zjawiskiem?

– Tak, niestety środowiska lewicowo-liberalne traktują Europę Środkową i Wschodnią jak młodszego kuzyna, który powinien najlepiej siedzieć grzecznie i się nie odzywać. W obliczu przechodzącej przez Europę fali zmian, wzrostu poparcia dla partii prawicowych, władze UE są zapewne coraz mocniej zdenerwowane i czują, jak usuwa im się grunt spod nóg.

Dziękuję za rozmowę.

Prawica Marka Jurka zdecydowała się w wyborach do Parlamentu Europejskiego połączyć siły z Ruchem Prawdziwa Europa – Europa Christi (założonym przez prof. Mirosława Piotrowskiego) i Zjednoczeniem Chrześcijańskich Rodzin (kierowanym przez dr Bogusława Rogalskiego). Zwracam się z gorącą prośbą do wszystkich o udzielenie poparcia liście KW Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christi w swoim okręgu, jak również zebrania podpisów wśród swoich znajomych i rodziny.

W sposób szczególny zwracam się z prośbą o podpisanie się pod listą poparcia mieszkańców mojego okręgu, obejmującego województwo lubelskie (kliknij aby pobrać i wydrukować). Poniżej załączam także formularze do zbierania podpisów w pozostałych 12 okręgach.

„Niedawno w RMF FM minister Brudziński pochwalił potencjał intelektualny Marka Jurka, ale jednocześnie zarzucił mu całkowitą niezdolność do kompromisów. W ustach polityka partii, która złamała porozumienie z Prawicą Marka Jurka nawet nie próbując renegocjować jej zapisów, brzmi co najmniej zaskakująco” – piszę na łamach portalu parezja.pl.

Przeczytaj tekst!

Budowanie realnej opozycji dla obecnych władz Unii nie jest nierealnym wymysłem, ale realną odpowiedzią na falę zmian przechodzącą przez Europę. Obserwujemy rosnącą popularność takich partii jak VOX w Hiszpanii, czy Liga we Włoszech. Również utrzymuje się wysokie poparcie dla Fidesu na Węgrzech. Z prognoz wynika, że w przyszłej kadencji Parlamentu Europejskiego drugą siłą mogą być partie na prawo od tzw. chadecji. Powinniśmy dołączyć do tej fali zmian w Unii. – piszę na łamach Portalu Centrum.

Przeczytaj tekst!